Pokarmowy Mount Everest!

Last modified date

Z nowym rokiem zmiany, zmiany. Kto by pomyślał, że przyjdzie taki dzień, gdy w naszym domu pojawią się jaja. Nauczyliśmy się bez nich funkcjonować. Osobiście przeszłam przez etap zaprzeczenia, frustracji i złości, aż do akceptacji. – i jakoś specjalnie tych jaj mi nie brakowało. Piekę, gotuję. Mam wiedzę, w jakich produktach „jajo” się znajduje. Można żyć, ale co to za życie 😉.

Dlatego też w dzisiejszym wpisie podzielę się doświadczeniami, jak przeprowadzić prowokację jajkiem.

Zacznijmy jednak od podstaw. Każda prowokacja, szczególnie w przypadku dzieci z silnymi alergiami, powinna mieć miejsce w porozumieniu z lekarzem. Każda powinna też uwzględniać stan dziecka i jego gotowość, by coś innego / nowego do diety wprowadzać. Spotkałam się z różnymi zalecaniami, począwszy od tych, by prowokować – „bo przecież dziecko musi nabyć tolerancję”, jak i eliminacji całkowitej danego alergenu (przecież są weganie i zdrowo żyją). Zawsze to indywidualne sprawa i nie ma złotej i jedynej rady, jakie rozwiązanie dla Twojego dziecka będzie najlepsze. Ostatnio podczas jednej wizyt u lekarza, usłyszeliśmy, że pacjenci często oczekują, by lekarz trochę pobawił się w Boga. Przekazał 100% pewne zalecenia i rekomendacje. A tak się nie da. Niestety.

Przechodząc do meritum, poniżej moim zdaniem, w miarę uniwersalne wskazówki:

  1. poznanie zasad udzielania pierwszej pomocy. I choć może wydać się to zabawne, to w sytuacji silnych alergii, naprawdę nie wiemy, jak zareaguje organizm dziecka. Dzieci umierają szybko. Już o tym wielokrotnie wspominaliśmy. Dlatego też znajomość zasad jest w mojej ocenie kluczowa. Znajomość takich zasad to po prostu bycie odpowiedzialnym, za drugiego człowieka. I ubolewam nad tym, że tak małą wagę do tych kwestii się przykłada.
  2. Każdy alergen wprowadzamy stopniowo i pojedynczo wtedy, gdy mamy czas by spokojnie się dziecku przyjrzeć. Absolutnie nie zalecam jajecznej czy mlecznej uczty, kiedy mamy jakieś konkretne plany. W okresie prowokacji nie testujemy też żadnych innych nowości. W przypadku jakiejkolwiek reakcji ciężko będzie nam wyłapać, co ją spowodowało.
  3. ważna jest niewielka ilość „podejrzanego” produktu i początkowo przeprowadzenie tzw. próby wargowej. My, z daleko posuniętej ostrożności, zaczynamy od kontaktu z nadgarstkiem/ policzkiem. W przypadku braku reakcji po 20 – 30 minutach, można niewielką ilość pokarmu zaproponować dziecku. I obserwować. Zaufanie do dziecka to podstawa. Nam wielokrotnie zdarzyło się, że zapach potrawy już powstrzymywał przed spróbowaniem. Kontakt z językiem powodował pokrzywkę i pisk. To jest sygnał, by przestać. Dzieci naprawdę mają wspaniałą intuicję.
  4. znane są zalecenia, by podawać małym dzieciom jajko poddane uprzednio obróbce cieplnej – chodzi nie tylko o minimalizację możliwości zakażenia pałeczką Salmonelli, ale także zmniejszenie alergenności. Gotowanie jajka przez co najmniej 10 min obniża jego alergizujące działanie o ponad 75%, smażenie lub pieczenie zmniejsza jeszcze bardziej. Dlatego większość dzieci z objawami alergii po spożyciu jajka surowego lub półsurowego toleruje jajko smażone oraz produkty pieczone zawierające jajko[1]. Czyli im jajko poddane dłużej obróbce termicznej, tym mniejsze właściwości alergizujące wykazuje.

Zaczęliśmy od żółtka. Gotowanego. Solidnie – jeśli wiecie co mam na myśli. 😉 Po ugotowaniu, pokrojeniu robiliśmy zaprzyjaźnienie dosłownie okruszka ze skórą dziecka. Po ok. 10-15, jako że nie było kontaktu, niewiele więcej daliśmy bezpośrednio. Po kliku dniach, ponowiliśmy próbę. Teraz po kilku tygodniach jesteśmy na etapie ½ żółtka, możliwość którego zjedzenia stała się nie lada wydarzeniem i przyniosła dużo radości, szczególnie dla naszego dziecka.


Na zakończenie – oczywiście można nie być tak ostrożnym, można prowokować szybciej, bez uprzednich prób. Każdy ma swoją ścieżkę. Najważniejsze, by było po prostu bezpiecznie!


[1] Właściwości odżywcze i alergizujące jaj kurzych; Ewa Seweryn, Emilia Królewicz, Kamilla Stach, Irena Kustrzeba-Wójcicka

Allergia