Jedz sezonowo i lokalnie – na zdrowie!

Last modified date

pomidory koktajlowe na krzaczku: zielone, pomarańczowe i czerwone

Jednym z pierwszych zaleceń, jakie usłyszałam, gdy zgłosiłam się na cito z 3 miesięcznym bobasem u alergologa było „jeść produkty sezonowe i lokalne”. Łatwo powiedzieć w grudniu… Jedynymi dostępnymi wtedy, polskimi owocami, są jabłka i gruszki, przy czym jabłka zostały wykluczone na podstawie obserwacji… Jedynym dostępnym dla mnie owocem aż do czerwca były gruszki. Dlaczego do czerwca? Ano wyobraźcie sobie, że dopiero pod koniec maja / na początku czerwcu pojawiają się pierwsze polskie owoce: truskawki, maliny, poziomki, agrest, porzeczki, jagody. Ale bez pewnego źródła, ciężko stwierdzić skąd one pochodzą (oznaczenie nie zawsze jest prawdziwe).

Dlaczego warto jeść sezonowo i lokalnie?
  • im dłuższy transport, tym większy ślad węglowy, czyli ilość wytworzonego CO2 oraz większa ilość emisję innych szkodliwych substancji, jak tlenek siarki, tlenek azotu oraz pyły zawieszone (co wszyscy znamy jako smog), które trafią do atmosfery, a następnie do naszych płuc;
  • im dłuższy transport, tym pewniejsze, że żywność została spryskana lub zawoskowana, żeby zapobiec szybkiemu jej zepsuciu (co nie pozostaje bez wpływu na nasz organizm, który musi to wszystko przetrawić);
  • im dłuższy transport, tym mniej składników odżywczych – żeby owoce i warzywa nie dojrzały zbyt szybko i nie zepsuły się, zanim trafią do sklepu, zrywa się je zanim dojrzeją, a następnie zabezpiecza na drogę (patrz poprzedni punkt), przez co dojrzewanie przebiega bez dostępu do słońca i świeżego powietrza;
  • jedząc lokalnie i sezonowo wspierasz polskich rolników, otrzymujesz świeże i pełnowartościowe owoce i warzywa i – teoretycznie – mniejszą ilość pestycydów i konserwantów
Warto wiedzieć:

Chcecie mieć lepszą orientację co jeść w danym miesiącu, to zajrzyjcie do interaktywnego kalendarza sezonowości stworzonego przez Fundację Europejski Fundusz Rozwoju Wsi Polskiej w partnerstwie z Polską Izbą Produktu Regionalnego i Lokalnego: http://www.produkty-tradycyjne.pl/kalendarz

Z pomocą przychodzą również eksperci Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej – Instytutu Żywności i Żywienia:

Pomidory cały rok?

Jako przykładem posłużę się pomidorami. W sklepach dostępne są w zasadzie przez cały rok. Tyle że rzadko kiedy pachną jak prawdziwe pomidory. Jedliście kiedyś takie z krzaka? Moja ciocia uprawia pomidory w szklarni, więc u niej są dostępne od czerwca. Od kilku lat, co roku we wrześniu suszymy ok 15 kg pomidorów lima i mamy zapas… mniej więcej do końca stycznia. Potem trzeba przeżyć bez.

Ale nie każdy potrafi. Mój mąż na przykład nie potrafi i w lutym kupił bezsmakowe i bezzapachowe pomidorki koktajlowe z Hiszpanii… Starsze dziecię pojechało na ferie do babci, a młodsze trzeba było czymś zająć. Wymyśliłam obserwację przyrody, która przerosła moje oczekiwania! W połowie lutego, z hiszpańskiego pomidorka koktajlowego wydłubaliśmy wykałaczką pestki. Przez tydzień leżały sobie na talerzyku, a następnie zostały posiane do ziemi. Po 6 tygodniach nasze oczy cieszyły się małymi, ok 10-cio centymetrowymi krzaczkami. Które rosły coraz szybciej! W weekend majowy przesadziłam je do dużych korytek i po zimnych ogrodnikach (12-14 maja) wynieśliśmy je do ogrodu. A one rosły coraz szybciej. Z dumą mogę ogłosić, że zajadamy się nimi od dwóch dni, a największy krzak jest wyższy ode mnie o głowę! A przede wszystkim – mają smak i zapach pomidora, jak od cioci ze szklarni.

Na szczęście wysyłałam jej zdjęcia co by się pochwalić i skonsultować, więc mogę podać dokładne daty. Zobaczcie sami:

6 tygodni i po pierwszym przesadzaniu (8 kwietnia)
ups… chyba mamy busz, znowu trzeba przesadzić (27 kwietnia)
sorry za brudne okna, robiły za szklarnię 😉 (9 maja)
są pierwsze kwiatki i pomidorki – jest duma (27 maja)
28 lipca – pierwsza degustacja

Jeżeli zastanawiacie się, dlaczego pomidory uprawiałam w doniczkach a nie w ziemi, to już wyjaśniam:

  1. to był totalny eksperyment – pierwsza próba w życiu
  2. nie mam szklarni, w której można byłoby uchronić je przed zimnem, a zwłaszcza majowymi przymrozkami (i nie planuję, okno balkonowe zdało egzamin)
  3. podlewanie do pojemnika jest dużo łatwiejsze – w gruncie woda szybko by przeleciała głębiej, a w donicy ma tylko 3 otworki do ucieczki 😉
  4. jak moi chłopcy kopią w piłkę, to trafiają często w doniczkę, a krzaczek jest chroniony – ma większą szansę na przetrwanie
  5. sąsiedzi uprawiają pomidory w doniczkach na balkonie i dają radę, czyli metoda sprawdzona!
Mały ogrodnik zafascynowany wydłubywaniem nasionek z pomidora i sadzeniem ich w ziemi, będąc u babci wczesną wiosną wetknął do doniczki z anturium pestkę… papryki. Babcia przesadziła, podlewa i czeka na wnuka, żeby mógł zjeść osobiście swoje plony!

Allergia