Last modified date

To jedno z często padających pytań. „Co Wy jecie?”, „to co Wy w ogóle jecie?”, „a może Wy nic jecie?”. Zaraz po tym, „czy to [alergie] minie?”, „kiedy minie?” i „dlaczego jeszcze nie minęło?”.

„Choć nie wszystko jemy, całkiem dobrze żyjemy”. Tak mogę śmiało powiedzieć o moim małym alergiku, a także o tych dobrze mi znanych. Fakt wykluczenia z diety niektórych pokarmów nie powoduje od razu żywienia się powietrzem. Może na początku jest to trudne, ale naprawdę jest sporo produktów, które mogą pełnić rolę zamiennika lub po prostu czegoś innego. Kwestia zmiany perspektywy. Zamiast masła jest awokado lub oliwa/ olej. Różnego rodzaju pasty warzywne, rybne. Spokojnie można znaleźć swoją ulubioną. Kaszka, płatki nie muszą być na mleku krowim. Są napoje roślinne, w ostateczności woda. Kwestia dodatków, by sprawić by danie było pełnowartościowe, smaczne i atrakcyjne dla oka.

Czy to minie? Osobiście nie jestem jasnowidzem. Nie wiem. Podobnie, jak lekarze, specjaliści – też nie wiedzą. Niemniej jednak fakt niejedzenia pewnych produktów, nie powoduje tego, że dziecko nie ma czego jeść. Ma. Je. Zdrowo. Różnorodnie, na ile w każdym przypadku jest to możliwe. Czy jest „biedne”, bo i takie określenia padają. Nie, nie jest. Nie jest biedactwem, bidulką, jest dzieckiem. Takim, jak każde inne. Ma pewne wyzwania dietetyczne, ale one nie powinny wpływać na tworzenie aury „inności”, czy biednego dziecka. Przeciwnie, każdy alergik, rodzic alergika jest bogaty, chciałoby się napisać ubogacony o nowe doświadczenia, wiedzę oraz otwarty nie tylko na nowości kulinarne, ale także skład innych produktów, leków, czy też tworzywo, z którego wykonane są zabawki. Aktualnie jemy bardziej świadomie, zdecydowanie (mimo ograniczeń) różnorodnie. Kwestia zmiany sposobu myślenia, a jeśli to na początek jest zbyt trudne, to chociaż ugryzienia się w język i zmiany określeń „biedne” dziecko, na cokolwiek mającego wydźwięk pozytywny, jeśli tak bardzo lubimy komentować otaczającą rzeczywistość.  

Allergia